PAPIEROSY
Impreza. Kolega namawiał. Spróbowałem. Na początku dusi, ale przecież nie mogę wymięknąć. Potem kolejna impreza. I kolejna. Na początku tylko rekreacyjnie. Potem sam kupuję fajki. Palę od czasu do czasu. Jedna paczka wystarcza na długo. Panuje nad wszystkim. Potem odkrywam, że tytoń uspokaja, relaksuje. Zaczynam palić coraz częściej. Nie zauważam, kiedy papierosy stają się "chlebem powszednim" i nie mogę się już bez nich obyć. Najczęściej tak się zaczyna. Zabawa zamienia się w nałóg. Zdrowe powietrze, w zaśmiecony oddech. Ładne, białe zęby, w żółty uśmiech. Zadbane palce, w przebarwienia na skórze dłoni. Ale co tam. Nie ma co się przejmować pierdołami. Dlaczego się zaczyna? Znajomy namówił, podebrało się rodzicom. Chciało się przez chwile poczuć dorosłym. Ale czy warto dorastać na siłę, kalecząc swoje zdrowie i zdrowie innych? Konsekwencje palenia? Mnie to nie dotyczy. Przecież nie będę miał raka. Wszystko jest ok. Co sobie głowę zaśmiecać. Zacząć łatwiej niż skończyć. Lepiej się poddać niż walczyć. Nie przekonują napisy na paczkach "palenie tytoniu powoduje raka i choroby serca". Uzależnienie już trzyma w swych sidłach i tak łatwo nie wypuści. Trzeba zebrać wszystkie swoje siły, by stanąć do walki. Tylko czy każdy odnajdzie tą siłę?