TELEFON
Jesteśmy w centrum miasta. Wszędzie są ludzie. Jeden rozmawia przez telefon. Inny pisze esemesa. Kolejny wybiera numer, aby po chwili usłyszeć biiip i głos osoby, do której dzwoni. Czy możesz sobie wyobrazić, że pierwszy telefon bezprzewodowy (czyli, komórka) ważył 40kg, był wielkości walizki, a jego cena była równa wartości dobrego samochodu? Nic więc dziwnego, że mimo telefon komórkowy został wynaleziony w 1956r. dopiero stosunkowo od niedawna jest tak rozpowszechniony. Chyba nikt nie miał ochot dźwigać cegły w kieszeni. A dzisiaj? Trudno znaleźć osobę, która go nie ma. Bez niego ciężko się obejść. No bo niby jak się skontaktować z ludźmi, żeby się spotkać. Jak zawiadomić, że się spóźni? Jak załatwić sobie wizytę u dentysty? I jak zamówić jedzenie, kiedy nie chce się ruszać z domu, ani nic gotować. Telefon ma każdy i nie można ukryć, że nie da się żyć bez telefonu. Tyle rzeczy załatwia się dzięki temu małemu urządzeniu. Z trudem funkcjonujemy, gdy to "elektroniczne cudo" się rozładuje. W pracy, w domu, w szkole, na spotkaniu, wszędzie z nim. A jeśli zostaje w domu, jakoś tak pusto w kieszeni. Można powiedzieć, że każdy posiadacz tego cudownego wynalazku jest od niego uzależniony? Z pewnością tak. W większym lub mniejszym stopniu jest uzależniony. Lecz czy to groźne? Raczej nie. Traktujemy telefon, jako coś niezbędnego, ale nie wynika z tego nic złego. Ułatwia nam życie w znacznym stopniu. Więc chwała temu, kto go wynalazł!